aralka blog

    Twój nowy blog

    25 września o 11 byłam już na lotnisku Chopina. Był to mój pierwszy lot samolotem, ale na szczęście nie miałam żadnych oporów. Do Japonii leciałam z tatą. Ok. 13 wsiadłam na pokład i stamtąd do Helsinek.
    Lot minął bardzo szybko, ok. 1,5 h. Następnie stamtąd wsiadłam do kolejnego samolotu, który leciał już bezpośrednio na lotnisko Narita w Tokyo. Podróż trwała bardzo długo, a na dodatek w ogóle nie mogłam spać.
    Ok. 10 h, byłam już potwornie tym wszystkim wymęczona. Ale dałam radę! Po wyjściu, czekał na mnie reżyser z kamerą, aby nagrać mój „przylot” do Tokyo. Byłam już bardzo zmęczona, ale wiadomo, trzeba było wyjść z twarzą. Mam nadzieję, że nie wyszłam na nagraniu jak zombie!

    Następnie na lotnisku Narita musiałam czekać parę godzin na resztę uczestników programu. Ta część nie była fajna, bo wyobraźcie sobie jak musiałam się czuć po kilkunastu godzinach lotu. Jedyne o czym myślałam, to wanna i łóżko, a musiałam jeszcze czekać ok. 5 h na lotnisku. Głównie spędziłam czas w japońskim Starbucks, mieli tam też łącze, więc skontaktowałam się z moimi znajomymi z Japonii, żeby umówić się wieczorem i gdzieś wyjść. W końcu po wspomnianych paru godzinach wsiadłam do busa i ok. 2 h jechaliśmy do hotelu.
    Szczerze mówiąc to nie wiem jakim cudem, byłam w stanie jeszcze wyjść wieczorem na ok. 3 h i jechać do… Shibui! Tak, to było pierwsze miejsce w jakie pojechałam z moimi 3 znajomymi. To był dla mnie totalny kosmos. Japonia, na reszcie, miejsce, o którym marzyłam od zawsze. Oczywiście zrobiłam sporo zdjęć. Najpierw poszliśmy do sklepu ‘Book off’, gdzie można kupić książki, magazyny i mangi po niedrogich cenach.
    Najtaniej za 105 jenów (ok. 5 zł).Od tamtej pory Book off stał się moim ulubionym sklepem i odwiedziłam go później jeszcze 2 raz. Oprócz owego sklepu, poszliśmy zrobić prikle (purikura), a następnie odwiedziłam sklep, w którym WSZYSTKO było za jedyne 100 jenów (4 zł). Kupiłam tam równo 10 rzeczy.
    Pochodziliśmy jeszcze troszkę po Shibui, a ok. 11 musiałam już wrócić do hotelu. Będąc w Japonii , w ogóle nie czułam zmęczenia. To było coś niesamowitego. Za dużo się działo, za dużo emocji – jak tu spać?
    Dlatego też pierwszej nocy cierpiałam na bezsenność i w końcu usnęłam ok. 4 nad ranem. O 10 rano byłam już umówiona z koleżanką i 2 kolegami. Pojechaliśmy znowu do Shibui. Odwiedziłam sklepy z ubraniami, porobiłam sporo zdjęć, a na 13 umówiona byłam w hotelu z reżyserem i stylistką. Okazało się, że nie za bardzo podoba im się mój strój, który przygotowałam na występ, więc szybciutko pojechaliśmy taksówką do… Harajuku! Tam przez jakieś 2 h lataliśmy jak nakręceni, aby znaleźć mi sukienkę i buty. Jak można się domyślać z obuwiem był największy problem. Noszę europejskie 39, a Japonki mają naprawdę małe stopy. Kupiłam sobie buty, a interesującym rozmiarze LL. Po zakupach wróciliśmy szybko do japońskiej telewizji na ćwiczenia wokalne. Tam poznałam wspaniałą nauczycielkę, miała na imię Misaki. Maleńka, mniejsza ode mnie chyba o głowę, a głos miała niesamowity. Mocny, donośny – coś wspaniałego. Ponadto było bardzo miła i świetnie mi się z nią współpracowało. Po próbie wróciłam do pokoju na jakieś 15 min i pojechałam z koleżanką wieczorem do Harajuku. Zrobiłam dużo zdjęć, odwiedziłam Kiddy Land, gdzie kupiłam sobie schedule z Hello Kitty. Sklep był niestety drogi, więc nie mogłam sobie pozwolić za bardzo na nic więcej. Mieli rzeczy z HK, Totoro, Rirakkuma, Muminki i wiele, wiele innych! Taki japoński „Smyk”. Niestety nie miałam za dużo czasu na zakupy, bo był to już wieczór, a japońskie sklepy są zazwyczaj otwarte do 21. Wróciłam znowu ok. 23 i tym razem udało mi się spać ok. 6 h. Następny dzień był najważniejszy – nagrywanie! Tego dnia poznałam lepiej uczestników. Wszyscy byli wspaniali, wielu z nich było profesjonalistami, którzy zarabiają dzięki śpiewaniu i graniu np. na pianinie. To było coś niesamowitego. Cała ekipa była bardzo miła. Z niektórymi sobie trochę porozmawiałam, oczywiście po japońsku, bo angielskiego raczej nie znają. Wizażystki były świetne. Pomalowały mnie w stylu „emotional, nostalgic, cute” (tak mniej więcej z nimi ustaliłam), a następnie uczesały w śliczny koczek, sama chyba nigdy bym czegoś takiego nie wyczarowała. Dziwiły się, że umiem mówić po japońsku, powiedziały, że bardzo dobrze mi to idzie. Strasznie miło mi się wtedy zrobiło.
    Od 15 do 19 nagrywaliśmy program. Byłam zmęczona, ale jednocześnie tak podekscytowana, że o żadnej drzemce nie było oczywiście mowy. Po nagraniu byłam pewna, że padnę a… umówiłam się znowu ze znajomymi. Pojechaliśmy do Ikebukuro. Chodziliśmy, robiłam zdjęcia, znowu prikle, potem zabawa z automatami, w który są różne rzeczy. W Polsce zazwyczaj w takich automatach są kauczukowe piłeczki, w Japonii jest dosłownie wszystko. Kupiłam sobie kilka breloczków. Potem poszłam do restauracji i tam próbowałam typowych japońskich soft drinków – melon soda, orange soda i zielona herbata.
    Japończycy piją bardzo dużo zielonej herbaty, nie tylko ciepłej, a wręcz głównie zimnej. Na nagraniu też nam dawali green tea, a nie wodę. Na szczęście bardzo mi smakowała.

    Następnego dnia musiałam niestety wracać. Było mi strasznie smutno. Ogólnie jakbym miała wymienić rzreczy, które mi się najbardziej podobały/zaskoczyły, to:
    - ludzie – są bardzo mili i pomocni. Rozmawiałam z nimi praktycznie tylko po japońsku, ale na szczęście dogadywałam się raczej bez problemów. Sprzedawcy w sklepach są niesamowici, jednak wydaje mi się, że formułki, które wypowiadają, są już zakodowane w ich głowie, jak robociki. Jest to jednak bardzo miłe, zwłaszcza porównując do polskich sprzedawców, którzy bywają bardzo niemili i obcesowi
    - toalety! – przede wszystkim czyściutko, ale posiadają cały system, który oferuje dźwięk spuszczania wody, który zagłuszy ewentualne odgłosy oraz mycie szanownej pupki i bidet
    - jedzenie – najczęściej kupowałam w zwykłym sklepie spożywczym (Seven Eleven, Family Mart). Ogólnie nie myślałam tam raczej o jedzeniu, ale jak już przyszło, co do czego to wybierałam sushi, onigiri bądź melonową bułeczkę, która była pyszna
    - różnorodność – będąc na Harajuku czy w Shibui, mogłam zobaczyć jak różni są Japończycy, różne podgrupy, podkultury, style. To było coś naprawdę niesamowitego

    Podsumowując – wyjazd był jak najbardziej udany, szkoda tylko, że tak krótki. Jedyny minus, to bardzo długa podróż samolotem. Program, który nagrywałam – Nodojiman The World, będzie emitowany na kanale 4 w CAŁEJ Japonii 11 października wieczorem od 22 do 22:30. No ciekawe, co z tego wyjdzie.
    To chyba tyle. Już się nie mogę doczekać jak pojadę znowu do Japonii!

    Momo

    7 komentarzy

    Generalnie w moim życiu bez zmian, oprócz tego, że mam pieska. Yorkshire terrier, suczka, ma zaledwie 9 tygodni, więc nie mogę z nią nawet jeszcze wychodzić na spacery. W czwartek idę z nią na drugie szczepienie, mam nadzieję, że dobrze to zniesie, bo czytała, że niektóre psy czują się tak sobie po zabiegu. Momo jest naprawdę kochana. Nie jest zbyt nachalna, ale ciągle chodzi za człowiekiem i uwielbia się przytulać. Nigdy nie miałam psa, więc na początku się trochę martwiłam, ale teraz już jest wszystko ok :)

    Na formspring dostaję czasem pytania jak dbam o linię, kondycję etc.
    Teraz, gdy są wakacje, mam zamiar jeszcze bardziej zadbać o formę, więc ćwiczę codziennie i jeżdżę na rowerze.
    Jako, że ćwiczę regularnie już od wielu lat, to raczej nie muszę za każdym razem szukać jakichś nowych treningów itp., bo większość mam już w głowie, ale polecam Wam 2 kanały na Youtubie:

    wycisk.tv

    bodyrock.tv

    Znajdziecie tam wiele naprawdę fajnych, pomysłowych ćwiczeń. Polecam ;)

    Parę dni temu widziałam w antykwariacie bardzo fajną książkę – Płeć mózgu, ale jej nie kupiłam, bo wydawała mi się droga i teraz żałuję, bo jak sprawdziłam ceny na allegro, to wcale nie było tak źle. Interesuję się tematyką gender, dlatego chętnie czytam różne artykuły/książki na ten temat. Chyba na dniach pojadę tam znowu i kupię tą książkę, bo oszaleję :D

    Znacie serial Degrassi?
    Kilka dni temu ruszył 11 sezon! Na reszcie.

    Pamiętam jak go jeszcze oglądałam na Minnie Max jak byłam mała.

    Zupełnie inni bohaterowie. Ok, teraz to się czuję staro, hahaha. Ten serial to całe moje dzieciństwo.

    Wczoraj obejrzałam też bardzo fajny japoński film:

    Link do wikipedii

    Chociaż jedną rzecz muszę przyznać – japońskie filmy/seriale często mają marne zakończenia, takie nijakie. Poza tym niekiedy jest tak, że pierwsza połowa filmu jest świetna, akcja szybko płynie wszystko pięknie, ładnie. Natomiast w drugiej połowie nagle jakieś takie spowolnienie…

    Ok, idę poćwiczyć teraz trochę.
    Pozdrawiam

    Od paru dni pogoda była naprawdę tragiczna. Mimo tego, iż nie jestem ciepłolubną osobą, zaczęło mi to już powoli przeszkadzać.
    Gdy jest szaro, chłodno i jeszcze na dodatek pada deszcz rzeczą, która mi najlepiej wychodzi, jest spanie bez dwóch zdań.
    W ogóle zaczyna mnie już to męczyć, tylko bym spała. I nie chodzi tutaj o to, że nic mi się nie chce robić,  bo chce, ale czuję taką totalną niemoc i zmęczenie. Może to odprężenie po szkole. Przez cały rok szkolny byłam totalnie zestresowana, a teraz, gdy praktycznie nie mam już jakichś większych nerwów na co dzień, mój organizm tak reaguje. Albo może to ta pogoda.
    Chociaż ja ogólnie jestem śpiochem. Potrafię zasnąć wszędzie. W samochodzie, w autobusie, w przymierzalni, a nawet stojąc w kolejce do kasy (!).

    Wczoraj obejrzałam finał Liar Game. To moja ulubiona drama, więc oczywiście i końcówka była świetna. Nie chcę spoilerować, ale liczyłam na trochę bardziej romantyczne zakończenie, no ale.

    Wczoraj nagrałam też piosenkę na YT. Wreszcie coś po japońsku. Z azjatyckimi piosenkami mam taki problem, że śpiewane są zazwyczaj strasznie wysoko. Mam raczej niższy głos, więc jak dotąd bardzo rzadko śpiewałam po japońsku. Ale zaczęłam kombinować z obniżaniem tonacji w Audacity i już jest ok.

    Dostałam pytanie w komentarzu: „czy nie myślałaś o partnerstwie yt?”.
    Otrzymywałam jakieś oferty od yt, ale nie do końca wiem, na czym to polega. Poza tym śpiewam covery, a nie swoje piosenki. Nie wiem, czy mogę czerpać z tego jakieś zyski…

    Coraz bardziej się wkręcam w plecenie bransoletek z muliny. Obecnie plotę z 10 nitek ze wzorem cupcakes. Fajnie to wygląda. Podoba mi się jak ludzie mają całe ręce w takich bransoletkach.

    A żeby tak na koniec nawiązać do tematu, dzisiaj spotkałam się z moim kumplem i ku naszemu zaskoczeniu po południu wyszło bardzo ładne słońce. Zupełnie jakby nas przeniosło z tej deszczowej przestrzeni do innego świata. Cieszę się, chociaż z drugiej strony już czuję te nadchodzące 30-40 stopniowe upały. Witajcie lodowate prysznice 5-6 razy dziennie!

    Pozdrawiam

    Szczerze mówiąc, nie wierzyłam, że jeszcze kiedykolwiek zachce mi się pisać bloga. A jednak. Możliwe, że jest to wpływ wakacji. Nigdzie nie wyjeżdżam i czasami przychodzą momenty nudy, które mogą doprowadzić człowieka do dziwnych rzeczy, np. do pisania internetowego pamiętnika.

    Pogoda jest tragiczna. Od paru dni tylko leje, nawet nie chce mi się nigdzie wychodzić. Na galerie handlowe nie mogę już patrzeć. Najchętniej spędzam czas na łonie natury, ale przy takich warunkach pogodowych, spacerowanie po parku czy lesie jest „troszkę” utrudnione. Poczekam sobie jeszcze parę dni, mam przynajmniej możliwość nadrobienia wszystkich zaległości domowych.

    Wczoraj natchnęło mnie na granie w Simsy Średniowiecze. Całkiem sympatyczna gra. Oczywiście z moimi zdolnościami, simica ma już ranę kłótą i prawie by umarła z głodu, ale cóż. Może dzisiaj będzie lepiej i odbędę kilka ciekawych misji.

    Cały czas szukam jakiejś pracy na wakacje. Jak dotąd uczę angielskiego 2 osoby, ale wczoraj powysyłałam trochę CV, głównie do pracy z dziećmi, jako że je uwielbiam. No zobaczymy co z tego będzie.

    Ok, na razie tyle. Nie chcę za dużo pisać, bo potem już w ogóle stracę wenę.

    Pozdrawiam

    Hej,

    Wakacje już naprawdę niedługo. Cały czas to sobie powtarzam. Jeszcze tylko przetrwać w szkole przyszły tydzień. I koniec. Oceny zostaną wystawione. A potem tylko parę dni i w o l n e.
    Jeszcze nie mam planów na wakacje. Nie zapowiadają się jakoś rewelacyjnie, chociaż obecnie każdy okres bez nauki jest dla mnie dobrą perspektywą.

    Mam nadzieję, że wreszcie znajdę czas na wszystkie rzeczy, na które nie znalazłam w ciągu roku szkolnego. To się tak wydaje, że 2 miesiące to bardzo dużo. Ale niestety często mijają szybciej niż myślimy.
    Fakt faktem mam parę rzeczy (parę? sporo!), którymi chciałabym się zająć.

    Przede wszystkim… gry <3 Mam tyle gier, na PSP, na DS, na PS2, których jeszcze nie przeszłam przez ten brak czasu, że w wakacje mam nadzieję, że trochę nadgonie.

    Poza tym w końcu zajmę się gotowaniem. Bardzo lubię, więc tym razem naczelnym szefem kuchni stanę się ja! ^^ Najbardziej lubię zdrowe potrawy, a moją ulubioną kuchnią jest azjatycka (zwłaszcza chińska i japońska). Wielu produktów, tak orientalnych, niestety pewnie nie znajdę w sklepach lub będą bardzo drogie, ale może jakoś da radę zastąpić je innymi.

    Kolejną rzeczą, którą zajmę się porządnie w wakacje będzie uprawianie sportów. Wreszcie będę mogła wieczorem udać się na rower, czy w ciągu dnia pojeździć na luzie na rolkach. Może jeszcze jakiś basen do tego dojdzie, tańce, ćwiczenia. Wyrzeźbię sobie sylwetkę, hehe.

    W wakacje będę też oglądać dużo filmów, czytać książki, no i może wypadałoby wyrobić w sobie jakies nowe nawyki, typu sprzątanie pokoju. Chociaż z tym ostatnim może być najciężej. ^^’

    Ależ Japonki są śliczne. Tak ładnie się malują, ubierają i mają urocze fryzurki. Często czerpię od nich pomysły. Szkoda tylko, że niektóre ciuchy są kompletnie nie do zdobycia w Polsce. Pozostaje tylko internet, a to z kolei jest trochę kosztowne…
    No nic, staram się zdobywać wszystko co się da.

    Kończę na dzisiaj, idę spać, bo trochę źle się czuję.

    Pozdrawiam ; *

    Maj

    10 komentarzy

    Ciężko jest napisać notkę, jeżeli nie ma się konkretnego tematu do przemyśleń. Dlatego będzie ona taka ogólnikowa, z racji tego, że dawno nie pisałam. Jakoś nie miałam o czym. Łatwiej jest pisać jak coś nas zbulwersuje, rozzłości, niż jak jesteśmy radośni.
    Uczucie radości po prostu odczuwamy i się nad tym nie zastanawiamy, natomiast smutek, żal, niekiedy wytrwale pielęgnujemy w sobie i doszukujemy się coraz to nowszych przyczyn takiego, a nie innego stanu.

    No cóż, a ja dzisiaj jestem w takim humorze totalnie neutralnym. Są plusy, są minusy. Trochę fajnie i trochę niefajnie.
    Cieszę się, że już niedługo, już naprawdę coraz bliżej koniec roku szkolnego. Już się nie mogę doczekać i przez to ten cały maj zaczął mi się dłużyć. To pewnie też przez to, że muszę się ciągle uczyć i poprawić oceny, żeby dostać się do w miarę dobrego liceum.
    Ale nie mam jakichś ogromnych ambicji, aby pójść do LO 150-160 pkt. W sumie to po co. Może niekażdy się ze mną zgodzi, ale moim zdaniem, jeśli chcę się nauczyć to wszędzie się nauczę. A korepetycje, czy zajęcia przygotowawcze do matury i tak w końcu mnie czekają. Wybrałam, więc sobie średnie licea, ale wydają się być całkiem fajne. W sumie to już się nie mogę doczekać :)

    Niestety tak jak wspomniałam, z końcem roku szkolnego, wiąże się poprawianie ocen, dlatego ostatnimi czasy muszę się dużo uczyć, a mi się tak nie chce… No, ale niestety. Czasem trzeba.

    Oj, właśnie mi się przypomniało, że jutro jest sprawdzian, a ja się jeszcze nie uczyłam. Dlatego kończę moją dzisiejszą notkę.

    Pozdrawiam : *

    No więc tak jak w temacie.
    Czy dojrzałość, inteligencja jest równoznaczna z ilością przeżytych lat?
    Bo według mnie nie.
    Tak samo nie powinno się oceniać inteligencji, dojrzałości człowieka po jego wyglądzie, charakterze lub poniekąd zachowaniu.
    Myślę, że ja mogę być tego przykładem.
    Prawie 16 lat na karku, a zbieram maskotki Troskliwych Misiów, Małe Kucyki Pony, kocham Hello Kitty i imponują mi urocze, młode Japonki. Co lubię robić? Kupować ubrania, malować się (lub innych), tańczyć i śpiewać na ulicy. Ciągle się śmieje.
    Pierwsze wrażenie? Zdziecinniała, ‚crazy’ nastolatka.
    Liczę się z tym, że połowa moich znajomych, tak właśnie mnie ocenia. Jednocześnie to mnie boli.
    Niestety zawsze tak jest, że młodszy to głupszy, nieżyciowy: „Co ty wiesz o życiu kolorowa laleczko?” itp.
    Nie twierdzę, iż wiem już wszystko, że zawsze mam racje – co to to nie.
    Przez całe życie zdobywam inteligencje emocjonalną, wiedzę, nabieram ogłady.
    Ale to, że ktoś jest starszy lub w obyciu poważniejszy, WCALE nie oznacza, że jest inteligentniejszy.
    Nie chcę zmieniać siebie, aby ludzie mnie inaczej postrzegali. Nie byłabym sobą.
    Nie chcę robić niczego, aby zaimponować komuś.
    Jestem sobą i nie chcę tego zmienić.
    Mam do siebie duży dystans, potrafię się sama z siebie śmiać, zwłaszcza z perspektywy czasu.
    Potrafię się przyznać do błędu.
    Chętnie pobieram nauki u osób doświadczonych, słucham przekonań innych osób.
    Ale nienawidzę, gdy ktoś nie liczy się z moim zdaniem, uważa, że taka „słodka Aralka” nic nie wie i nie myśli.
    Bardzo mnie to boli. Naprawdę bardzo.
    Bo najłatwiej zaszufladkować. Nie starać się zrozumieć człowieka, tylko „wrzucić” go do jednego worka z innymi ludźmi.
    Niektórych najwyraźniej naprawdę nie interesuje to co czuję ja.

    Czasami czuję jakby były we mnie 2 osoby.
    Jedna, która nie chce być dorosła, która chce pozostać tą małą Juleczką postrzegającą świat niepoważnie. Która wierzy, że zawsze wszystko się ułoży. Trochę naiwna, trochę bezmyślna. Zawsze wesoła i pogodna.
    Druga, która o dziwo widzi już świat z perspektywy czasu. Mimo, że nie ma dużo doświadczeń życiowych, bo ma zaledwie 15 lat, to i tak jakaś jej część, najprawdopodobniej intuicja, świetnie jej podpowiada jak ma się zachowywać.

    Czasami sama śmieję się z siebie, z tego co myślę, ale nie potrafię tego zmienić. Nie lubię się oceniać, bo przez społeczeństwo jest to odbierane narcystycznie. Jednakże widzę, że aby pokazać ludziom jaka jestem naprawdę, muszę im siebie opisać.
    Zresztą…sama już nie wiem co robić. Jest tylko nieliczne grono osób, które widzi mnie taką jaka jestem naprawdę.

    I co ta wiosna potrafi zrobić z człowiekiem.
    Mimo, że nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło, nadal dużo nauki, a już za miesiąc piszę testy gimnazjalne, mogę z czystym sercem powiedzieć, że czuję się dobrze :)
    Przyjemna pogoda, błękitne niebo i lekki wiaterek. No i przede wszystkim dzień coraz dłuższy.
    Słyszałam niestety, że ma się ponownie ochłodzić, ale mam nadzieję, że jednak prognoza się nie sprawdzi.
    Będzie coraz cieplej i coraz fajniej ^^ Super.

    Dzisiaj miałam japoński było fajnie. Tak jak już od jakiegoś czasu nie mogłam usiedzieć tych 90 minut, tak teraz szybko mi minęło :)
    Uczyliśmy się paru przydatnych konstrukcji.
    W mojej szkole japońskiego widziałam parę gazet japońskich, m.in. o gothic lolita, o zespołach japońskich (Kat-tun *_*) i o modzie japońskiej. Rany…jak ja bym chciała takie gazetki. Tylko nie wiem gdzie bym mogła takie kupić. Na konwentach bywają, ale to są drogie, po 30 zł… Pewnie dopiero kupię jak pojadę do Japonii. Hmmm…kiedy w końcu moje marzenie się spełni? :)

    W sumie to nie wiem zbytnio co napisać, dzisiejsza notka pewnie będzie dość krótka. Jest za wcześnie na wieczorne przemyślenia, a i mój humor nie pozwala mi się dzisiaj smucić. Czuję, że będzie coraz lepiej :)

    3majcie się, pzdr. :** Papa ^^

    Eh, nawet nie wiem jak ogarnąć myśli, bo mam ich natłok.
    Z jednej strony radość, a z drugiej strony smutek i złość.

    Jak wiadomo jest już po Ecchiconie. Czytelnicy mojego bloga pewnie bez trudu wywnioskowali, że jestem osobą, która ciągle ubolewa nad szybkością przepływającego czasu. Tak też będzie i dzisiaj. Jest po konwencie, na który czekałam 3 miesiące, a który to czas minął mi potwornie szybko. Z jednej strony to fajnie, ale z drugiej… to jest tragiczne. Ciągłe czekanie na coś z myślą, że będzie to trwało wiecznie, a tak naprawdę ‚pstryk’ i już jest pare miesięcy dalej. No nic, może napiszę coś o Ecchiconie…

    Było super. Najdziwniejsze jest to, że nie byłam na praktycznie żadnej atrakcji bądź panelu, bo nie zdążyłam. Serio, nie zdążyłam.
    Było tam tyle ludzi, z którymi chciałam pogadać, ciągle coś się działo, że nie byłam w stanie ogarnąć jakichś atrakcji.
    Tyle wrażeń na niecałe 2 dni. Szkoda, że nie mogłam nocować :( No i, że jeszcze byłam po chorobie, to też niektóre rzeczy musiałam sobie odmówić (śpiewanie w karaoke TT.TT, wychodzenie na dwór). Ale i tak mi się bardzo podobało.
    Kupiłam sobie aż 10 figurek _^_ <chowa się> i jeszcze jakichś tam parę innych rzeczy. Spotkałam się z ludźmi z całej Polski i było naprawdę fajnie.
    Następny konwent warszawski to dopiero Animatsuri pod koniec wakacji. Aż mi ciężko powiedzieć „już się nie mogę doczekać!”, bo skoro to jest koniec laby, to jak mogę tak mówić. Czekam na wolne dni, a nie na ich koniec…

    Muszę trochę opanować tą ekscytację związaną z konwentami. Strasznie lubię się spotkać z tak dużą ilością osób, która podziela moje zainteresowania, ale kurczę, czekać miesiącami na coś, co tak szybko minie to też jest trochę bez sensu.
    Niektórzy też lubią konwenty, ale nie mają tak, że już nie mogą się doczekać. Po prostu, spędzą mile czas, mają fajne wspomnienia i tyle. Ja też tak powinnam zacząć.
    Wiem czemu aż tak przeżywam takie wydarzenia. Ja ogólnie mało gdziekolwiek wychodzę do większych grup ludzi, dopiero niedawno trochę zaczęłam. Nie jestem też typem samotnika, ale wszelkie dyskoteki, imprezy – jakoś tego nie doświadczam.
    Jedynie w szkole mogę sobie pogadać ze znajomymi no i po lekcjach, ale to bardziej z pojedyńczymi ludźmi.
    Ja bardzo emocjonalnie podchodzę do wszelkich znajomości. Dlatego też tak dużo siedzę przy komputerze. W sumie to 90% tego czasu spędzam na rozmawianiu przez gg/skype lub poznawaniu jeszcze to nowych ludzi. W realu tak naprawdę nie mam zbytnio gdzie poznać ich wszystkich, no bo skoro nie wychodzę jakoś tak nigdzie, no to gdzie?

    Eh, już samą mnie dobija ten „optymizm” tryskający z mojego bloga. Nie mogę powiedzieć, że jestem nieszczęśliwą osobą, bo jestem bardzo szczęśliwą. Mam świetnych przyjaciół, na stopnie w szkole nie narzekam, mam wiele pasji. Ale zawsze to smutki się pojawią.

    Pozytywnym akcentem będzie to, iż napiszę, że jest bardzo ładna pogoda, świeci mi słoneczko zza okna i od razu chce się żyć, mimo że właśnie uczę się historii, na chwilę tylko się oderwałam, żeby napisać notkę na blogu.
    Teraz będzie już na szczęście coraz cieplej. Kocham wiosnę!

    Pozdrawiam wszystkich, papa :*

    Ja to mam pecha. Parę dni temu dostałam wiadomość, że w weekend rozpoczynają się zdjęcia do serialu „Przeznaczenie”.
    W sobotę miałam się stawić na planie o 8:30. Budzę się rano i słyszę zgrzyt. I koniec. Nie mogłam ruszyć szyją. Już 2 razy tak miałam. Przeraziłam się okropnie, bo nie wiedziałam co robić. Czy jechać na ostry dyżur czy na plan. No ale musiałam na plan, więc wzięłam mocne proszki przeciwbólowe, założyłam kołnierz ortopedyczny na szyję i jadę.
    O 8:30 dotarłam na plan. Pierwsze sceny nagrałam ok. 13. Tyle czasu czekałam.
    Następnie kolejną scenę nagrałam dopiero ok. 18. Przy okazji rozchorowałam się. Dzisiaj znowu na plan zdjęciowy, tym razem na 9:30.
    Nagrałam jedną scenę od razu, szybko poszło i teraz wróciłam na jakiś czas do domu, bo dzisiaj mam jeszcze jedną scenę do nagrania, ale to dopiero ok. 15. Zadzwonią do mnie stosunkowo wcześniej i wtedy wyruszam z domu i jadę na plan.
    Kurczę, nie dość, że mam znowu kręcz szyjny to jeszcze jakieś zapalenie krtani i słabo mówię. Po prostu rewelacja. Jeszcze przed chwilą mierzyłam gorączkę. Jaką mam? 35,2. Strasznie niska. Ale niestety wiem, że muszę jeszcze jechać i nagrać.
    Kurczę, tyle czasu się trzymałam w zdrowiu, to akurat teraz jak nagrywam to aż 2 rzeczy na raz się znalazły.
    Jeszcze za 6 dni Eccchicon. Oczywiście znowu nie zaśpiewam, jak to na każdym konwencie. Na Mokonie też byłam chora, tylko wtedy to nawet mówić nie mogłam, kompletnie mi głos zabrało.
    No nic, na dzisiaj koniec użalania. ^^’

    W przyszłym tygodniu będę piekła ciasteczka na konwent. Bardzo lubię gotować, ale nigdy zbytnio nie mam czasu.
    Kupiłam już cukier migdałowy, cynamonowy i waniliowy, proszek do pieczenia oraz aromaty: rumowy i waniliowy. No i tabliczkę gorzkiej czekolady. Aralka będzie pichcić! :3 Wstawię potem przepisy i fotki na mój blog o gotowaniu. Ostatnio na nim dawno nie pisałam, bo nie miałam czasu kompletnie.

    A teraz kończę, odpocząć trochę.

    Papa :*


    • RSS